czwartek, 20 sierpnia 2015

Sierpniowe rewelacje: Nicholas Sparks - "Na zakręcie"

Sparks to Sparks, a romans to romans. W tych kilku słowach można opisać "Na zakręcie".
Od razu przyznam się, że nie przepadam za romansami - moja literacka samoświadomość została wychowana na kryminałach, thrillerach i fantastyce. Nie ominęła mnie również lektura wybitnych dzieł światowej klasy pisarzy, ale nie oszukujmy się; romansów się nie tykam. Chyba, że mam do czynienia z powieścią inteligentną, nie kolejnym pseudo-płomiennym harlequinem. Cóż - jako iż chciałam podejść do książki sprawiedliwie, postanowiłam (a przynajmniej starałam się) być obiektywnym czytelnikiem i nie narzekać za bardzo na fakt, że przede mną leży romans, a nie mrożący krew w żyłach thriller.



Ale po kolei. "Na zakręcie" opowiada o Milesie Ryanie - szeryfie policji, wdowcu i ojcu siedmioletniego Jonaha. Jego żona została potrącona przez samochód, lecz sprawca uciekł z miejsca wypadku. Młody funkcjonariusz stawia sobie za priorytetowy cel odnalezienie człowieka, przez którego musiał tyle wycierpieć. Wówczas w jego życiu pojawia się Sara, która jest nową nauczycielką Jonaha. Przeszła równie wiele, co Miles. Wiadomość o tym, że nie może mieć dzieci była przyczyną rozpadu jej małżeństwa, co doprowadziło kobietę do rozpaczy. Wydaje się, że wpadając na siebie oboje odnaleźli drogę do szczęścia. Okazuje się jednak, że złączeni są szokującą tajemnicą, która może zaważyć na ich wspólnej przyszłości.

Książka sama w sobie nie jest ani zła, ani fenomenalna. Ot, taki sobie dobry romans na rozluźnienie po ciężkim dniu.
Ma swoje mankamenty - jest w dużym stopniu przewidywalna, a owa "szokująca tajemnica" wcale nie jest taka straszna. Widać nie taki diabeł straszny, jak go malują. Zakończenie też pozostawia wiele do życzenia - jest nierealne, zaryzykuję nawet stwierdzenie: "mdłe", ale najwidoczniej tak to już jest z tymi happy-endami. Broń Boże nie życzę bohaterom źle, nic z tych rzeczy. Muszę jednak powiedzieć, że zabrakło mi tu czystego realizmu.

Bohaterowie są całkiem prawdziwi, ze zwykłymi troskami i problemami. Czuć tu jednak atmosferę typowego amerykańskiego miasteczka, gdzie wszyscy znają siebie nawzajem i nierzadko swoje tajemnice. Choć w 90% przypadków nikt o tą znajomość nie prosił.
Niektóre postaci są tak dobroduszne, że przez to aż denerwujące, zwłaszcza typowe "dobre ciocie Marysie".
Sam styl Sparksa nie jest zły - pisarz dobrze opisuje środowisko życia swoich bohaterów i okoliczności, w których rozgrywa się dany wątek. Szczególnie podobała mi się retrospekcja zastosowana w kilku rozdziałach. Inną kwestię stanowią dialogi między postaciami: tu moje zdanie jest podzielone.
Z jednej strony były momenty, w których się zaśmiałam. Z drugiej natomiast... te dialogi są do bólu grzeczne, aż nierzeczywiste. Wiadomo, kultura w rozmowie obowiązuje, ale czytając tę powieść ma się wrażenie, że nie rozmawia ze sobą dwójka ludzi, lecz królowa brytyjska z księciem Walii. Tutaj nawet jeśli wywiąże się kłótnia to jest tak zaciekła, jak flaki z olejem. Nie wspominając o wyrzutach i wyzwiskach, które godzą w czytelnika z siłą pędzącego żółwia.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sparks jest dobrą alternatywą dla antyfanów cięższych gatunków literackich. Ja chyba jednak szybko po niego nie sięgnę. Ewentualnie w ramach odpoczynku pomiędzy innymi pozycjami.

7 komentarzy:

  1. Nigdy nie czytałam Sparksa, choć kiedyś, w ramach "sprawdzenia", będę chyba musiała to zrobić. Sam mnie jednak nigdy nie interesował, bo właśnie - pisze cholernie lekkie książki, romanse, za którymi nie przepadam :D Ale zdecydowanie lepiej, by młodzież czytała jego, niż cudowne "50 twarzy Grey'a" lub inne tak głośne (i złe) tytuły :D
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grey to mój nemezis, a z tego co słyszę, to nie tylko mój (na szczęście) ;)

      Usuń
    2. Hmm... z tego co obserwuje i ludzi realnie, i ludzi w sieci, te osoby, które czytają cokolwiek więcej o Grey'u dobrego słowa nie powiedzą, ale jeśli po to dzieło sztuki sięgnie młoda (choć nie tylko) kobieta, która bardzo mało czyta, o typowych dla ogółu zainteresowaniach, to się zakocha prawie na pewno - prosty język sprawia, że takowa rozumie treść, a scenki pobudzają jej fantazje w ulubiony sposób <3

      Usuń
    3. Nic mi nie mów nawet, miałam nieszczęście usłyszeć fragmenty z którejś części... Uszy bolą mnie do dzisiaj ;_;

      Usuń
  2. the biggest discount price of chrsitian louboutin pumps sale online,and only need 88$ one pair, don't miss it.
    Christian Louboutin Black patent leather 120 Pigalle pumps
    Christian Louboutin 12CM Nude Patent Pointed Pumps
    Christian Louboutin 12CM Red Patent Pointed Pumps
    http://www.clredsolesale.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedziałam na pytania z tagu
    http://zycnadalzpasja.blogspot.com/2015/11/sweets-book-tag-liebster-blog-award-po.html
    Przepraszam, że dopiero teraz. Dziękuję za nominację :)
    /kwiatusia - mam nowy nick :) /

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam 2 albo 3 książki tego pana, głównie dlatego, że jakimś cudem widziałam też filmy na ich podstawie. Ale nie zrobiły na mnie oszałamiającego wrażenia, mam podobne odczucia do Twoich- takie tam książeczki ;)

    OdpowiedzUsuń