środa, 12 sierpnia 2015

Nie takie polskie kino straszne, jak je malują. "Pora umierać" w reż. D. Kędzierzawskiej

Zacznijmy od burzy mózgów: jakie jest Wasze pierwsze filmowe skojarzenie, gdy mówi się o polskim kinie?
"Och, Karol 2"? "To nie tak jak myślisz kotku"? "Miłość na wybiegu" (o zgrozo) czy może (o zgrozo) "Wyjazd integracyjny"?
Nie pozostało nic więcej, jak tylko rzucić "o zgrozo!" po raz trzeci. No bo co zrobisz? Nic nie zrobisz. A już na pewno nie zrobisz z miernoty dobrego filmu, choć zapewne założenia były inne.

Na szczęście termin 'kino polskie' można (a nawet trzeba) podzielić na dwie części - kino komercyjne i kino wytrawne. Kino komercyjne, którego przykłady można było już wcześniej zauważyć nie zasługuje nawet na to, by nosić tytuł polskiej kinematografii. Niestety króluje ono niepodzielnie na wielkich ekranach zachęcając ogromne rzesze ludzi, by zapychały nim wolny czas. Natomiast kina wytrawnego często nie ujrzymy na ekranie. Zwłaszcza kina polskiego. Dlaczego?
Ponieważ nierzadko filmy te, choć piękne i znakomite, są dziełami trudnymi. Idąc tropem logiki producenckiej, lepiej jest wyświetlić w kinie totalny kicz, który do wszystkich dotrze niczego nie wnosząc, niż dobry, lecz trudny film, na którym nie zapełni się cała sala. Dlatego właśnie polskie kino wytrawne zeszło do filmowego undergroundu, gdzie ma wielu oddanych miłośników o znakomitym guście, potrafiących docenić filmową sztukę.

Przykładem dobrego kina jest film "Pora umierać" w reż. Doroty Kędzierzawskiej. Film opowiada o pogodnej starszej pani z charakterem, zamieszkującej przepiękną starą willę. Kobieta wynajmuje pokoje innym ludziom, lecz wkrótce spełnia się jej małe marzenie - wyprowadza się ostatni zakwaterowany po wojnie lokator i pani Aniela zostaje w domu sama. Chwila ta jednak zamiast radości przynosi rozczarowanie - nic nie jest takie, jakie miało być. Syn z rodziną nie chce się wprowadzić, zwleka z remontem, a w dodatku naszą bohaterkę zaczyna nachodzić namolny sąsiad, chcący kupić jej dom, ponieważ psuje mu on krajobraz. Na domiar złego okazuje się, że ukochane dziecko w tajemnicy przed matką knuje intrygi z sąsiadem, by sprzedać willę. Starsza pani jednak pokazuje, że nie tak łatwo da się ją oszukać i bierze sprawy w swoje ręce.


Przepiękny, czarno-biały film o jesieni życia. Fantastyczna rola pani Danuty Szaflarskiej, istnej perły polskiego kina oraz Krzysztofa Globisza jako syna Anieli po prostu zachwycają. Świetna gra aktorska doskonale odzwierciedla postacie oraz ich charaktery. Należałoby również pogratulować odtwórczyni roli córki Witusia za zagranie wyjątkowo wstrętnego i głupiego dziecka. Wbrew pozorom nie jest to wcale łatwe, a dziewczynka poradziła sobie z tym wyjątkowo dobrze.



Urok tego dzieła można z łatwością wychwycić w zwiastunie, choć i tak jest to niewielka część. Pogoda ducha, mądrość czy choćby cięty język Anieli Walter ujmą każdego widza. Nie można zapomnieć o suczce Filadelfii, nieodłącznej towarzyszce starszej pani.
Na wielkie uznanie zasługuje też postać Romka - urwisa, którego poznajemy w połowie filmu. Nosi on wdzięczną ksywkę "Dostojewski", czym zaskarbił sobie u mnie dodatkowego plusa. No bo i jakże inaczej. Nie wspominając już nawet o jego poczuciu humoru i zawadiackim sposobie bycia.

                                                    

Dzieło to nie tylko wprowadza w nostalgiczny nastrój - daje również dużo do myślenia. Szczególnie przyczynia się do tego zachowanie jedynego syna pani Anieli, który gotów jest poświęcić matkę i rodzinny dom, by dobić interesu. Warto byłoby również zwrócić uwagę na zachowanie jego córki, wspomniane już wcześniej nieznośne i aroganckie dziecko. Zupełnie jak tatuś, chciałoby się rzec.
Muzyka w pod kierownictwem Włodka Pawlika i Orkiestry Symfonicznej w Warszawie stanowi dopełnienie całego kunsztu.

                            

Co by tu dużo mówić, film po prostu autentyczny i niezwykle mądry. Nie dość, że wzrusza, to jeszcze w jaki sposób - jak prawdziwy, dobry film, którym niewątpliwie jest.

6 komentarzy:

  1. Mimo iż nie znoszę polskich filmów, to opis zachęcił mnie do oglądnięcia "Pora umierać". Mam nadzieję, ze się nie zawiodę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarantuję Ci, że to będzie fantastycznie wykorzystany czas;)

      Usuń
  2. Szkoda, że takie prawdziwie dobre produkcje nie są powszechnie znane, a kiepskie, niby śmieszne są wszechobecne i pokazywane jako "polskie kino". Tego filmu jeszcze nie oglądałam, w każdym razie chyba, bo i imię pani Anieli, i sama historia wydają się mi być bardzo znajome. Może po prostu było to już jakiś dłuższy czas temu ;)
    Opowiastki Prawdziwe (klik)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Potem większość opinii o polskiej kinematografii bazuje na tych pseudo-komediach z wielką szkodą dla dobrych produkcji...

      Usuń
  3. Bardzo zachęciłaś mnie do oglądnięcia filmu;) może wspólna obserwacja?http://themessofbookie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :)
      Za wspólną obserwację jednak podziękuję.

      Usuń