poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Najlepszy horror od czasów "Lśnienia".

Wiecie jaki jest najlepszy horror wszech czasów?
Burza. Celowo pomijam cudzysłów.
O dziwo nie trzeba wcale szukać daleko, gdy chce się zobaczyć widowisko z piekła rodem.
Co prawda próżno tu szukać krwi czy przerażających istot pozaziemskich (chyba, że po ciemku ktoś trafi na jakiś niebezpieczny przedmiot, typu ostre kanty swojego łóżka albo natknie się na jednego z domowników, gdy oświetli go piorun). Burzy nie uświadczysz na Kinomanie. Jest na tyle wymagającym widowiskiem, że na jej premierę trzeba sobie poczekać. Ku uciesze jednych i przerażeniu drugich, w tym i moim.



No cóż, może niektórzy lubią nagłe błyski przyprawiające o ataki epilepsji. Albo weźmy na przykład takie grzmoty - leży człowiek skonany po całym dniu nicnierobienia, a tu nagle jak pierdyknie to i na zawał idzie zejść! I weź tu miej spokojną noc. Nawet muzyki nie można posłuchać, bo Cię zewsząd straszą, że elektronika pioruny przyciąga. Pomińmy fakt, że znajdujesz się w domu, nie na łące czy pod drzewem, ale gdy jesteś w stanie głębokiego nocnego zamroczenia zdołasz uwierzyć we wszystko. Nawet w latające części garderoby.

Apropó części garderoby: ostatnia burza była wyjątkowo łaskawa. Przypadkowo zostawiłam strój kąpielowy na balkonie, a gdy przypomniałam sobie, że należałoby go zdjąć, było już na to za późno. Nazajutrz spodziewałam się go znaleźć w sąsiedniej wsi na słupie wysokiego napięcia. Wyszło jednak na to, że - o dziwo - nic mu się nie stało. Nawet go szlag (piorun) nie trafił.

O właśnie, pogadajmy o piorunach. Powołując się na wszystkim znane: "Co było pierwsze - jajko czy kura?" zapytam inaczej: co jest gorsze - niekontrolowane błyski czy niekontrolowane huki?
W sumie kogo to obchodzi, w końcu tylko ja biadolę na tą burzę. Wszystkim innym się ona podoba, no co za niesprawiedliwość losu.

W każdym razie jeśli chcecie się naprawdę porządnie wystraszyć, polecam odegnać niepokojące myśli o burzy na drugi plan, położyć się spokojnie do łóżka i zasnąć głębokim snem. Zawał o drugiej nad ranem macie gwarantowany. Chyba, że wolicie pooglądać sobie to pogodowe widowisko na balkonie i oberwać zbłąkanym piorunem. Obie wersje dostarczają skoku adrenaliny i roboty grabarzowi.


4 komentarze:

  1. Bardzo nie lubię burz i strasznie się ich boje. I nie rozumiem ludzi którzy to lubią ??? O widzę ze Po wracasz do postów z humorem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach te burze. Ja lubię burze ale tylko gdy siedzę w swoim domu z ludźmi, którzy stawiają, że nie zwracam uwagi na to co się dzieje na zewnątrz. Raz przeżyłam burzę będąc sama w nocy. Nie było mi przyjemnie jak w pewnym momencie strzeliło coś na korytarzu. Byłam pewna, że gdy wyjdę z pokoju zobaczę tańczące płomienie ognia i już w głowie planowałam jak uciekać przez okno. Na szczęście okazało się, że niestety poszedł ruter ;/ Hahaha. Wtedy nie było mi tak wesoło .

    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania dlatego zostawiam komentarz i obserwuję ;) Zajrzyj do mnie. Może ci się spodoba ;)
    viss-vitalis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny router, współczuję [*]
      Dzięki! :3
      Taka mała rzecz, a jak cieszy. I równie wiele znaczy;)

      Usuń