czwartek, 23 lipca 2015

Rok za nami

"Czterdzieści lat minęło,jak jeden dzień..."
Cóż,w moim przypadku to nie czterdzieści lat, a rok. Może nawet należałoby powiedzieć  rok, biorąc pod uwagę liczbę moich obecności i nieobecności na blogu przez cały ten czas.

Tak, moi drodzy - wspólnie dotarliśmy do dnia, kiedy miejsce publikacji mojej wesołej twórczości skończyło rok. Bywało różnie - raz fajnie, później już trochę gorzej. Wiele razy kończyło się na słomianym zapale i postanowieniach, które nie miały pokrycia w przyszłości - "Będę publikować systematycznie, uda mi się zdobyć nowych czytelników i jakoś to będzie."

Gdyby ktoś teraz zapytał mnie, jak wyglądają statystyki, odpowiedziałabym, że marnie i to tylko z mojej winy. W końcu ja odpowiadam za zaniedbanie bloga i brak jakichkolwiek treści przez długi czas.
Natomiast jeśli otrzymałabym pytanie, czego nauczyłam się dzięki prowadzeniu bloga, odpowiedź z pewnością byłaby inna.
Czego więc nauczyło mnie prowadzenie bloga?
Z pewnością większej dokładności i dbałości o szczegóły. Pozwoliło mi na rozwinięcie i wykreowanie własnego stylu (jeśli w ogóle tą paplaninę można tak tytułować) i wciąż uczy mnie systematyczności. Jeśli do prowadzenia bloga podejść na poważnie, można, a nawet trzeba też dodać, że uczy nas on odpowiedzialności. W końcu to, co publikujemy odnosi się gdzieś echem w polskiej blogosferze.



Prowadzenie własnego bloga to także długa i mozolna droga, która nie zawsze jest usłana różami. Praca blogera to ciężki kawał chleba - nie wystarczy napisać tekstu i go opublikować. Po drodze jest jeszcze huk innych rzeczy, które trzeba zrobić, żeby ktoś tu w ogóle wszedł i go przeczytał. Każdy, nawet najdrobniejszy detal ma znaczenie - szata graficzna, nagłówek, zdjęcia czy nawet sama szerokość tekstu. W końcu diabeł tkwi w szczegółach.

Fakt faktem, że samodzielnemu autorowi ciężko się wybić, nawet gdy posiada przejrzystego bloga, dobre teksty i wyraźne zdjęcia. Dotyczy to wszystkich dziedzin blogosfery - zaczynając od blogów książkowych, poprzez modowe, tematyczne i lifestyle'owe a na DIY I CIY kończąc. Mija naprawdę wiele czasu od założenia do zdobycia pewnej renomy w tym internetowym świecie, a mimo to decydujemy się pisać. Nie zapominajmy o wspomnianym ogromie pracy, który czeka nas przy tym skrawku wolnej przestrzeni, na którym przyszło nam tworzyć. Dlaczego?

Odpowiedź stanowi jedno słowo:
Satysfakcja.
Proste, nie? Czasem za proste. Nawet jeśli trzeba godzinami siedzieć przed komputerem nad wyglądem, który rzuci każdego na kolana, tworzyć lata świetlne jedno zabawne zdanie, które rozmieszy, a nie zażenuje i dosłownie stawać na głowie, by urozmaicić tekst to czynimy to, bo daje nam to satysfakcję. Satysfakcję z dobrze wykonanej roboty. I choć zwykle nikt poza czytelnikiem nie powie: "spisałeś się, doceniamy to", to i tak wielką radochę dają nam te drobne komentarze, liczne-nieliczne wyświetlenia i każdy nowy odwiedzający zdobyty tradycyjnie - nie metodą "obs za obs". Cieszymy sie, że możemy pokazać komuś coś nowego, podzielić się swoimi zainteresowaniami i nierzadko zrzucić klapki z oczu, gdy chodzi o ważne sprawy. Nawet jeśli jest to pracochłonne. Warto, po prostu warto to robić i tyle.
Podobno blogowanie to gra niewarta świeczki. Jak widać - pozory czasem mylą.
Dziękuję Wam wszystkim za ten wspólny rok.

4 komentarze:

  1. Ale pięknie to napisałaś kochana moja :* ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i dzięki za to, że jesteś ze mną od pocztku <3

      Usuń
  2. I pomyśleć, że już rok się z tym cackasz ;) Jak ten czas mija...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, kto by pomyślał, że ten blog w ogóle przetrwa tyle czasu xD

      Usuń