wtorek, 24 marca 2015

Ty w prawo, ja w lewo.

Jestem w takim wieku, że muszę zadecydować gdzie mam pójść i co robić z życiem.
Z jednej strony cieszę się, bo czeka mnie coś nowego, może coś lepszego. Od niedawna żyję z przekonaniem, że jeśli chodzi o przyszłość, mam już co nieco poukładane w głowie (trzeba Wam wiedzieć, że jeśli chodzi o wybór szkoły i profilu - a ja akurat traktuję to bardzo poważnie - miałam straszny mętlik w głowie i zupełnie nie wiedziałam, w którą stronę chcę pójść). Idę w kierunku swojej pasji i na pewno nie jestem typem człowieka, który decyduje się na coś, bo "tak mu się opłaca". W moim przypadku, jak i przypadku tysięcy innych trzecioklasistów sytuacja jest trochę poważniejsza, bo decydujemy o trzech kolejnych latach naszego życia, jeśli nie o jego dużej części. W końcu liceum kończymy maturą, a ta już może zaważyć na naszej przyszłości. Nie mogę wybrać kierunku ze względu na coś - na zawód, na życie, na pieniądze czy popularność. Muszę i chcę postawić na pasję, bo inaczej pół życia zmarnuję.
Jeśli już jesteśmy przy tych trzech latach - zatrzymajmy się przy gimnazjum.
Dla jednych jest to pasmo niepowodzeń, dla drugich z kolei trzy wspaniale spędzone lata. Ja akurat zaliczam się do tej drugiej grupy, może dlatego tak ciężko myśleć mi o czekającej mnie zmianie. 
Nie krępujcie się, proszę - powiedzcie, co Wam leży na wątrobie. "Że to tylko gimbaza."

Tylko, że dla mnie "gimbaza" to coś więcej, niż tylko szkoła. To trzy paradoksalnie krótkie, lecz jednocześnie tak długie trzy wspaniałe lata spędzone z ludźmi, którzy najzwyczajniej w świecie stali się moją drugą rodziną. I o tą malutką rodzinę obawiam się najbardziej, bo -choć jest mała- jest też niezwykle silna, ale wiadomo jak to jest. My swoje, życie swoje.


Wszyscy zapewniamy siebie nawzajem, że jeśli naprawdę jest między nami taka więź, to tak zostanie. Nawet wtedy, gdy rozejdziemy się do różnych szkół czy choćby na inne profile w ogólniaku. A jednak każdy podświadomie przeczuwa, że rzeczywistość może nieco różnić się od takiego happy endu. 
Nigdy nie brałam takiego scenariusza pod uwagę, dla mnie zawsze wszystko było oczywiste - zawsze razem i nic się nie zmieni, choćby nie wiem co. W miarę upływu czasu ta koncepcja staje się coraz mniej prawdopodobna i to przyprawia mnie niemal o histerię. 

Skoro dotąd dla mnie taki scenariusz nigdy nie istniał, to oczywistym faktem było -powtórzę: dla mnie- wybranie jednego profilu. Ten plan był ogólnie akceptowany, przynajmniej przez niewielką część moich znajomych. W miarę upływu czasu jednak zaczynały się rozmowy o przyszłości. O tym, kim się zostanie po liceum, jak będzie wyglądać nasze życie za kilka lat. Wszystko w jako-tako optymistycznych barwach, póki nie zbliżaliśmy się do egzaminów. Tu zaczynają się schody, bo jak wiadomo - przyjaźń, czy niemal rodzinna więź to nie przelewki. Wybór przyszłej drogi życiowej też nie. I na co tu teraz postawić, co?...
Gdy przyszło co do czego, stoję przed faktem dokonanym: jedna z najbliższych mi osób wybiera się w kierunku zupełnie przeciwnym, niż ja. Kolejna myśli nad zupełnie inną szkołą a jeszcze inna prawdopodobnie wybywa z miasta, by uczęszczać do wymarzonej szkoły. 
Mam świadomość, że jeśli będę próbowała je zatrzymać to nikt z nas nie będzie szczęśliwy. Ja skończę z wyrzutami sumienia, a reszta nie będzie mogła się rozwijać w kierunkach o których marzyła. 

Pytanie brzmi: jak to wszystko pogodzić?
Czy w ogóle da się to pogodzić?...

To przykre. Równie dobrze może być tak, że będziemy dwoić się i troić, żeby ten kontakt utrzymać a on i tak się urwie. W najlepszym przypadku osłabnie. Co za ironia losu.
I weź się tu ciesz z rozpoczęcia nowego etapu. Masz dwie opcje - mieć wszystko gdzieś i spalić za sobą wszystkie mosty, albo z czegoś zrezygnować. Ucz się młody człowieku, to w jakimś stopniu porównywalne do cierpienia młodego Wertera, który w końcu strzelił sobie w łeb. Może i Ty powinieneś spróbować? 

Przed Tobą nowe horyzonty i nowe możliwości, więc na początek kolejnego etapu w Twoim młodym życiu rozdzielimy Cię z przyjaciółmi, tak byście za rok udawali, że się nie znacie.
Nadal jesteś z siebie tak zadowolony?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz