wtorek, 31 marca 2015

Najgorsze kawały, które możesz zrobić przyjacielowi codziennie i od święta

Nie odpowiadam za to, co przyjaciel w zamian może uczynić Wam (zwłaszcza, gdy dysponuje dość oryginalnym poczuciem humoru. Zupełnie jak moi przyjaciele, dlatego muszę przygotować się na wszystko. Dosłownie).
Dla zapominalskich małe przypomnienie - Prima Aprilis jest już jutro, więc może warto byłoby się zastanowić jak sympatycznie kogoś strollować, w dodatku bez większych  konsekwencji :P
Bądź co bądź w tym roku 1 kwietnia zażartował sobie z wszystkich dookoła, bo z tego co pamiętam to w poprzednich latach chyba wszyscy mieliśmy wolne. Co za ironia losu.

piątek, 27 marca 2015

Pain perdu, czyli tosty francuskie z pomarańczą

Ostatnimi czasy częściej zaglądam do kuchni, więc postanowiłam przedstawić Wam moje ostatnie kulinarne osiągnięcie. Zapowiada się na jakiegoś super-hiper-trudnego kurczaka faszerowanego farszem w sosie własnym i nacieranego ziołami prowansalskimi, co? Niespodzianka. Nie chodzi o kurczaka. Chodzi o tosty.
Zaskoczeni?
W sumie tosty nie byle jakie, bo tosty francuskie i to jeszcze ze skórką pomarańczową. A co, odrobina luksusu przy śniadaniu w piękny sobotni poranek jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziła ;)

Składniki (2 porcje):
  1. 3 średnie jajka
  2. 1/2 szklanki mleka
  3.  1 pomarańcza
  4. 1 łyżka cukru waniliowego (jeśli nie macie cukru waniliowego możecie też użyć zwykłego, chyba nic się nie stanie)
  5. 1 łyżka masła
  6. kilka kromek chleba lub bagietki

wtorek, 24 marca 2015

Ty w prawo, ja w lewo.

Jestem w takim wieku, że muszę zadecydować gdzie mam pójść i co robić z życiem.
Z jednej strony cieszę się, bo czeka mnie coś nowego, może coś lepszego. Od niedawna żyję z przekonaniem, że jeśli chodzi o przyszłość, mam już co nieco poukładane w głowie (trzeba Wam wiedzieć, że jeśli chodzi o wybór szkoły i profilu - a ja akurat traktuję to bardzo poważnie - miałam straszny mętlik w głowie i zupełnie nie wiedziałam, w którą stronę chcę pójść). Idę w kierunku swojej pasji i na pewno nie jestem typem człowieka, który decyduje się na coś, bo "tak mu się opłaca". W moim przypadku, jak i przypadku tysięcy innych trzecioklasistów sytuacja jest trochę poważniejsza, bo decydujemy o trzech kolejnych latach naszego życia, jeśli nie o jego dużej części. W końcu liceum kończymy maturą, a ta już może zaważyć na naszej przyszłości. Nie mogę wybrać kierunku ze względu na coś - na zawód, na życie, na pieniądze czy popularność. Muszę i chcę postawić na pasję, bo inaczej pół życia zmarnuję.
Jeśli już jesteśmy przy tych trzech latach - zatrzymajmy się przy gimnazjum.
Dla jednych jest to pasmo niepowodzeń, dla drugich z kolei trzy wspaniale spędzone lata. Ja akurat zaliczam się do tej drugiej grupy, może dlatego tak ciężko myśleć mi o czekającej mnie zmianie. 
Nie krępujcie się, proszę - powiedzcie, co Wam leży na wątrobie. "Że to tylko gimbaza."

Tylko, że dla mnie "gimbaza" to coś więcej, niż tylko szkoła. To trzy paradoksalnie krótkie, lecz jednocześnie tak długie trzy wspaniałe lata spędzone z ludźmi, którzy najzwyczajniej w świecie stali się moją drugą rodziną. I o tą malutką rodzinę obawiam się najbardziej, bo -choć jest mała- jest też niezwykle silna, ale wiadomo jak to jest. My swoje, życie swoje.

sobota, 14 marca 2015

"Proszę tylko o kawałek chleba"...

Każdy z nas miał w życiu sytuację, gdy inna osoba nas zaczepiła i prosiła o pieniądze, lub coś do jedzenia. W pierwszym przypadku zwykle kręcimy nosem i najczęściej odchodzimy. Jest to zrozumiałe, ponieważ  w wielu takich sytuacjach pieniądze nie są przeznaczone na chleb. To jestem w stanie zrozumieć. Ale nie rozumiem zachowania ludzi, którzy słysząc prośbę o jedzenie odwracają się plecami.

Bo co? Bo to taki problem, by wydać te kilka groszy na trzy ciepłe bułki?
Bo chleb kosztuje, a pieniądze same się nie zarobią?
Gówno prawda, to jedna z największych bzdur, jakie słyszałam.

W takich chwilach naprawdę chcę sobie strzelić w łeb. Dlaczego? Po prostu gdy widzę, jak ludzie są w siebie zapatrzeni, jakimi są egoistami i jaki wielki problem robią z tego, by pomóc drugiemu człowiekowi to krew mnie zalewa. Jeśli jest to tak wszechobecne, to pozostaje się tylko wstydzić za rasę ludzką. I cieszyć się, że głupota nie boli., choć być może powinna.

środa, 11 marca 2015

Życie jak w Madrycie - wpadłam pod wyciąg

Kto by pomyślał, że można wpaść pod wyciąg narciarski. A jednak. Konkretnie pod kanapę. I to jeszcze jak! Aż sam wyciąg zatrzymali i próbowali mnie pozbierać do przysłowiowej kupy (paradoksalnie obsługa wyciągu prawie wykręciła mi przy tym kostkę, ale co tam. Będzie się czym chwalić wnukom, co się na nartach wyczyniało!)

Narty kocham i ubóstwiam. Ba, jeżdżę na nich od dziecka, bo po raz pierwszy założyłam je, gdy miałam 5 czy 6 lat. I tak sobie jeżdżę rok w rok. Chyba, że śniegu nie ma :P
I chociaż już trochę na nich jeżdżę, to o wszystkich moich akrobacjach, wyczynach i wywrotkach można już napisać książkę o tytule: "Jak NIE powinno się jeździć na nartach".